“Czasami nie wiemy kogo wpierw ratować” – WYWIAD

Legionowskie WOPR dba o bezpieczeństwo wypoczywających nad Zalewem Zegrzyńskim. To jedno z najbardziej popularnych miejsc wypoczynkowych w pobliżu Warszawy. Każdego roku tysiące osób odwiedza plaże nad „Zegrzem”. Rozmowiamy z Prezesem LWOPR Krzysztofem Jaworskim o specyfice akwenu i pracy ratowników.

Jezioro Zegrzyńskie jest prawdopodobnie najgęściej „zaludnionym” w letnich miesiącach akwenem wodnym w Polsce. Co jest powodem?

Przede wszystkim decyduje o tym bliskość Warszawy (ok. 20 km). W wakacje na plażach panuje niewyobrażalny ścisk, a na wodzie wcale nie jest luźniej. Często płynąc do akcji ekipa ratowników musi uważać, żeby nie staranować łodzi albo nie rozjechać pływaka.

Główny „najazd” amatorów kąpieli i sportów wodnych występuje w weekendy – już od 1 maja na zalewie pojawia się bardzo dużo żaglówek, których ilość osiąga w wakacje apogeum. Przy tak dużej liczbie osób staramy się stale informować o tym, jak zachować się nad wodą i w wodzie, aby wypoczynek nie zakończył się tragedią. Wokół plaż rozwieszamy banery informujące o obowiązku pilnowania dzieci, zakazie picia alkoholu nad wodą i na wodzie, ostrzegamy również przed wchodzeniem do wody po długim przebywaniu na słońcu.

Zalew jest wyjątkowy jeszcze z innego powodu. Ludzie korzystają z niego przez cały rok. Szczególnie niebezpiecznie jest na przełomie zimy i wiosny. Wtedy duża część akwenu wciąż pokryta jest lodem, a przy brzegach pokrywy lodowej już nie ma. Bywają momenty kiedy nie wiemy kogo najpierw ratować. W jednej części zalewu ludzie pływają na łódkach, motorówkach i żaglówkach, a na drugiej jeżdżą na łyżwach, bojerach lub łowią pod lodem ryby.

Od lat włączacie się w akcję, której celem jest uświadomienie zagrożeń związanych ze spożyciem alkoholu nad wodą. Czy Pana zdaniem do ludzi ten przekaz dociera, a statystyki utonięć się zmniejszają?

Potwierdzam, że alkohol jest główną przyczyną utonięć na jeziorze i na jednostkach pływających. W zeszłym roku mieliśmy 3 przypadki utonięć – wszystkie pod wpływem alkoholu. Niestety niewiele możemy zrobić. Często jedyną możliwością jest apelowanie o zdrowy rozsądek.

Tymczasem w moim odczuciu sytuacja się nie poprawia. Nadal dochodzi do karygodnych zaniedbań rodziców, którzy nie kontrolują dzieci, sami będąc pod wpływem alkoholu. Często jest to przyczyną tragedii.

O delikatnej poprawie można mówić w przypadku załóg jednostek pływających. Wg danych otrzymywanych przez Policję wiemy, że z roku na rok spada liczba interwencji na wodzie. Ratownicy z naszego WOPR też coraz rzadziej są wzywani do pomocy osobom będącym „pod wpływem”.

W Zegrzu istnieje Centrum Monitoringu Wizyjnego. Jakie znaczenie ma ono w Waszej pracy i jak przekłada się na bezpieczeństwo wypoczywających?

Centrum Monitoringu nie tylko pomaga, ale również pozwala oszczędzić nam wiele pracy. Podam przykład – ratownik widzi z brzegu, że na jeziorze przewróciła się łódź. Od razu wysyłamy na pomoc załogę. Na miejscu okazuje się, że ekipa regatowa ćwiczy manewr wywrócenia łodzi. Oznacza to stratę naszego czasu, który mogliśmy przeznaczyć na inne obowiązki.

Dzięki Centrum Monitoringu takich zdarzeń można uniknąć – z jednego miejsca możemy obserwować co dzieje się na całym akwenie.

Przez kamery doskonale widać szczegóły łodzi, zachowanie osób, a to ułatwia ocenę sytuacji i ewentualną decyzję o tym, czy rozpocząć akcję ratunkową. Obserwując „na żywo” warunki panujące w danej chwili w różnych częściach zalewu, poprawia się nasz komfort pracy, oszczędzamy na paliwie i czasie.

Panie Prezesie, ilu ratowników pracuje dla legionowskiego WOPR w sezonie i czy według pana jest to liczba wystarczająca?

Legionowski WOPR liczy ok. 400 członków, z tego 100 ratowników bierze czynny udział w akcjach. W sezonie mamy 20-23 osoby pełniące dyżur na obszarze zalewu. Nie jest to liczba wystarczająca. Palącym problemem, i to nie tylko w WOPR, jest brak wolontariuszy. W latach 80. i 90. młodzi ludzie masowo garnęli się do ratownictwa wodnego. Dzisiejsza młodzież woli w inny sposób spędzać czas. Ratunkiem jest Młodzieżowa Grupa Ratownictwa Wodnego, w której szkolimy naszych przyszły następców.

Podsumowując naszą rozmowę: nad wodą wypoczywajmy z głową, dbajmy o siebie i innych. Czy radzi pan zakładać kamizelkę asekuracyjną podczas pływania np. żaglówką?

Jak najbardziej. Wiem, że nie to jest modne, ale jednak niezbędne dla zachowania bezpieczeństwa. Kamizelka asekuracyjna (ratunkowa) może uratować życie. Na łódce dzieją się różne rzeczy – gwałtownie zawieje wiatr, sternik wykona zwrot, ktoś zostanie uderzony bomem w głowę, straci równowagę i wypadnie za burtę. Jeśli nie umie pływać, albo nie radzi sobie w wodzie najlepiej, czy da sobie radę bez kamizelki? Czy da radę płynąć w ubraniu? Nie każdy jest mistrzem pływackim, dlatego przed sezonem radzę:

Będąc w łódce, na żaglówce, kajaku, rowerze wodnym zakładajmy ZAWSZE kamizelkę asekuracyjną.

Rozmawiał Łukasz Majerczyk
601100100.pl

plus