Politechnika stanęła w miejscu

Politechnika stanęła w miejscu

Nadzieja Politechniki Warszawskiej na przerwanie niekorzystnej passy w Gdańsku nie sprawdziła się, a spotkanie z Lotosem zakończyło się dla stołecznej drużyny trzecią wpadką po rząd.

Po porażkach w starciach z AZS-em Częstochowa oraz PGE Skrą Bełchatów, drużyna Politechniki wyjechała do Trójmiasta mając na celu wywalczenie bardzo potrzebnych punktów.

Niestety, także ta próba zakończyła się niepowodzeniem, a warszawska drużyna została pokonana w trakcie czterech setów.

Podopieczni Andrei Anastasiego, którzy dwa lata temu niespodziewanie zwyciężyli w rozgrywkach Pucharu Polski, wygrali spotkanie z Politechniką w stosunku 25:20, 23:25, 25:16 i 25:20.

Dla kibiców zdecydowanie najciekawsza okazała się drugia partia, kiedy obie drużyny pokazały wyrównany poziom, a do tego na ogół unikały pomyłek. Politechnika bardzo sprawnie broniła się przed atakami miejscowych, co zaprocentowało wygraną i wyrównaniem stanu rywalizacji.

Stołeczni niestety nie poszli za ciosem, a kolejne dwie odsłony padły już łupem Lotosu. W osiągnięciu wyraźnej przewagi miejscowym pomogli świetnie dysponowani Mateusz Mika, Damian Schulz oraz Dmytro Paszycki.

Lotos sam nie unikał błędów, jednak nie popełnił ich tyle, aby postawić wynik spotkania pod znakiem zapytania. Niedokładności sporo było za to po stronie Politechniki - stołeczni gracze dopuścili się aż 18 błędów serwisowych i 9 błędów w ataku.

Kolejna porażka sprawia, że Politechnika w dalszym ciągu znajduje się w dolnej części tabeli, chociaż zamierzenia, nawet we wczesnej fazie sezonu, były o wiele wyższe.

Pewnym pocieszeniem jest poprawa w poziomie gry podopiecznych Jakuba Bednaruka. O ile trener nie mógł być zadowolony z występu drużyny przeciwko AZS-owi Częstochowa, to w spotkaniu z Lotosem widać było już więcej pozytywów.

Poprawa niestety nie poszła w parze z wynikiem, który ponownie jest dla Politechniki niekorzystny. Mimo to, trener Bednaruk tym razem nie widzi potrzeby przepraszania kibiców za występ, tak jak miało to miejsce po spotkaniu z AZS-em Częstochowa.

"My nie przepraszamy za porażki, bo to nie jest przecież tak, że zrobiliśmy coś złego. Przeprosiny są za podejście do meczu z AZS-em Częstochową, bo wydawało nam się, że jesteśmy wielkim zespołem, a zostaliśmy szybko sprowadzeni na ziemię. Porażka to normalna rzecz, ale nie w taki sposób", powiedział Bednaruk, cytowany przez Sportowe Fakty.

Warto zauważyć, że dzięki harmonogramowi rozgrywek w PlusLidze, Politechnika skorzysta w najbliższych dniach z dłuższej pauzy - swój mecz ósmej kolejki z BBTS-em Bielsko-Biała drużyna rozegra dopiero w środę 21 grudnia.

Dłuższa przerwa między meczami może pomóc w przegrupowaniu po serii niepowodzeń. Regeneracja będzie bardzo potrzebna, bowiem swoje kolejne trzy spotkania stołeczny zespół rozegra na wyjeździe;

W żadnym ze spotkań typowania nie uznają Politechniki za wyraźnego faworyta. Przynajmniej w dwóch przypadkach bliżej do tego miana jest rywalom.

Najbliższym wyzwaniem podopiecznych Bednaruka będzie zaplanowane na sobotę 19 listopada spotkanie z Cuprum Lubin, po czym w piątek 25 listopada czeka ich wyprawa do Kielc na spotkanie z Effectorem. Wyjazdowa seria dobiegnie końca w środę 30 listopada, kiedy odbędzie się spotkanie z Czarnymi Radom.

Grafik prezentuje się wymagająco, bo nawet słaby w ostatnich sezonach Effector wygrał dwa ze swoich trzech poprzednich spotkań, a do tego zdobył co najmniej pojedynczy punkt w sześciu z dotychczasowych siedmiu meczów.

Politechnika rozegra spotkanie w roli gospodarza dopiero 2 grudnia, podejmując wówczas MKS Będzin. Można być pewnym, że po wpadce z AZS-em Częstochowa, każde spotkanie będzie od teraz miało kluczowe znaczenie dla stołecznej drużyny. Każdy punkt jest cenny, a w tej chwili warszawiacy zdecydowanie muszą wzbogacić swoją pulę.

Brak komentarzy.

Komentarze

Musisz się zalogować , aby móc komentować.