Bankowe pułapki – nie daj się naciągnąć.

Popularne porzekadło mówi, że bank nie jest instytucją charytatywną. Pomimo tego podmioty oferujące usługi finansowe nieustannie prześcigają się w konstruowaniu atrakcyjnych ofert, którymi kuszą potencjalnych klientów, starając się utwierdzić ich w przekonaniu, że otrzymają coś za darmo. Sprawdźmy jakich ofert najlepiej unikać.

Kuszące chwilówki.

Reklamy pożyczek na dowód i bez zaświadczeń o dochodach pojawiają się na każdym kroku, a ulotki promujące ten rodzaj zobowiązań niemalże wysypują się z naszych skrzynek pocztowych. Banki lub instytucje parabankowe zbierają żniwo zwłaszcza w okresie przedświątecznym, kiedy Polacy starają się urządzić wystawne przyjęcia dla najbliższych. Reklamy kuszą np. banknotem 50-złotowych dodawanym gratis do każdego kredytu, a klienci dają się nabrać na te sprytne zagrywki. Pamiętajmy, że każdy taki dodatek jest skrupulatnie wliczony w koszty zobowiązania. Unikajmy chwilówek, które mają lichwiarskie oprocentowanie, sprawiające, że oddajemy 2 razy więcej niż pierwotnie pożyczyliśmy. Decydując się na zaciągnięcie pożyczki w parabanku bardzo łatwo wpaść w spiralę zadłużenia. Na chwilówki niewymagające zaświadczeń o dochodach decydują się przeważnie osoby nie posiadające zdolności kredytowej lub znajdujące się na czarnej liście dłużników. W ich przypadku często zdarza się zaciąganie kolejnej szybkiej pożyczki na spłatę poprzednich zobowiązań. Jeśli nie chcemy wpaść w spiralę zadłużenia – unikajmy chwilówek.

Bierz kredyt w swojej walucie.

Obserwując problemy tzw. frankowiczów, którzy kilka lat temu na korzystnych warunkach zaciągali kredyty hipoteczne, a wraz z gwałtownym skokiem kursu franka szwajcarskiego stanęli przed ogromnym kryzysem finansowym, nasuwa się słuszna refleksja – należy brać kredyty w walucie, w której otrzymujemy wypłatę. Obecnie kredyty w obcych walutach nie są już tak opłacalne, jak jeszcze kilka lat temu. Dodatkowo wprowadzono niezwykle restrykcyjne kryteria, którymi kierują się banki analizując zdolność kredytową potencjalnego klienta. Obostrzenia spowodowały, że bardzo trudno jest uzyskać kredyt w obcej walucie, zresztą Polacy nauczeni doświadczeniem również ostrożnie podchodzą do tego typu ofert.

Tajemniczy misselling.

Już niedługo może się okazać, że doradcy finansowi nie będą mieli prawa proponować nam usług, które nie są nam potrzebne. „Zakaz tzw. missellingu, czyli oferowania produktów finansowych niedopasowanych do potrzeb klienta ma zostać usankcjonowany prawnie, a pomysłodawcą tego rozwiązania jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów” (źródło: http://www.franki.biz/). Takie normy z powodzeniem funkcjonują w krajach zachodniej Europy. Pojęcie missellingu obecne jest jednak nie tylko na gruncie ofert finansowych, ale również w sektorze ubezpieczeń, gdzie doradcy często świadomie wprowadzali klientów w błąd oferując polisy inwestycyjne, uznane przez polskie sądy za niezgodne z prawem. Jeśli projektowane obecnie ustawy wejdą w życie może się okazać, że klauzule znajdujące się na umowach kredytowych we frankach szwajcarskich czy ofertach chwilówek staną się zakazane.